Diefenbach

Diefenbach

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Sezony w piaskownicy


Jak sam udowadniam, można grać jedną kampanię praktycznie bez końca, przez wiele lat. Ale często fajniej jest jednak co jakiś czas zaorać nasza trójpolówkę i zagrać na odmianę w coś innego. W kampaniach opartych na scenariuszach jest to dosyć łatwe - zakładamy, że spełnienie pewnych warunków doprowadzi do zakończenia ciągu fabularnego tkanego na sesji. Wątki ogrywane w kampanii zostaną zamknięte, będzie można zakończyć grę w chwili możliwie satysfakcjonującej dla wszystkich. Można też zostawić jakąś furtkę, aby po pewnym czasie powrócić do gry tymi samymi postaciami i kontynuować ich przygody. Sporo osób gra właśnie w ten sposób, dzieląc swoje kampanie, niczym seriale, na sezony, zamiast po każdym zakończeniu zaczynać od nowa zupełnie nowy temat.

Czy takie rozwiązanie sprawdza się w sandboksie, który z definicji nie ma określonego z góry (choćby i ogólnie) ciągu fabularnego? A czemu nie! Jasne, można podejść do tematu dogmatycznie i twierdzić, że nie możemy narzucać zakończenia pewnego etapu fabularnego. Ale tym sposobem zakończyć kampanię, kiedy chcemy od niej odpocząć, moglibyśmy tylko tak, że po pewnej sesji mówimy, że to na razie tyle, przerwa. Nic fajnego z tego nie wyniknie, bo kiedy wrócimy do gry za pół roku to nikt nie będzie już pamiętał wątków (zapewne licznych, w końcu taka natura piaskownicy) i nikogo nie będą obchodziły zapomniane plotki. O ile w ogóle wrócimy do gry, z mojego doświadczenia wynika, że kiedy przerywamy grę bez wyraźnego zakończenia etapu (niezależnie, czy będzie to scenariusz, czy sandboks, czy coś jeszcze innego, w zasadzie to niezależnie, czy mówimy o tabletop rpg, czy grze wideo, czy o czytaniu książki, pisaniu artykułu/doktoratu, czy czymkolwiek innym) to potem rzadko zdarza się do niej kiedykolwiek wrócić.

No dobra, ale jak to zrobić, żeby jednak nie kierować gry na mniej lub bardziej sztywne tory, ale doprowadzić do szczęśliwego (lub nie) zakończenia? Poza oczywiście zdaniem się na inicjatywę graczy, którzy rach-ciach, pozamykają wszystkie wątki i powiedzą, że są gotowi, tylko, że żyjemy w świecie spalin i cierpienia, a nie w krainie jednorożców, więc oczywiście nic takiego nigdy nie nastąpi. Oczywiście wszystko, co tu zawarłem to moje luźne przemyślenia, nie twierdzę, że to jedyna i najlepsza metoda, chętnie dowiem się jak jeszcze można usprawnić ten proces.

Nie piszę o tym wszystkim bez kozery, bowiem temat zamknięcia sezonu ogrywamy właśnie w Upadku Lemurii. Została nam do rozegrania ostatnia sesja, po jej zakończeniu na pewno wrzucę raport podsumowujący.

Zakładając, że od początku kampanii planujemy ją podzielić na sezony, to powinniśmy zastanowić się ile mniej więcej sesji chcemy rozegrać. O ile tworząc sezon scenariuszowy, jako podstawę bierzemy wydarzenia, które mają mieć miejsce na sesjach, to tutaj zaczynamy od samych sesji (czasu, który chcemy poświęcić na grę), bo w końcu nie mamy pojęcia co się będzie działo, trudno więc zakładać jakieś ramy fabularne. W ciągu jednego sezonu będziemy mieli trzy fazy sesji: wprowadzające, rozwijające i kończące. Pierwszych i drugich powinno być mniej więcej po równo, kończących zaś od jednej do trzech (liczba nieco z odbytu, chodzi generalnie o to, że ma ich być najmniej ze wszystkich, bo najbardziej godzą one w ilość piasku w piaskownicy).

Sesje wprowadzające to nasze sandboksowe bread and butter. Wprowadzamy wątki, gracze robią co im się podoba, dzieją się rzeczy niestworzone. Dorzucamy do pieca, co nam przyjdzie do głowy, zgodnie z wybraną metodą (losowo, czytając z ruchu planet lub wróżąc z baraniej kiszki).

Kiedy stwierdzamy, że mamy już wystarczająco dużo ciekawych tematów do ogrania - przestajemy wprowadzać nowe. Ewentualnie wprowadzamy je w ilościach śladowych, jeśli okaże się, że bez tego będzie wiało nudą. W ten sposób przechodzimy do sesji rozwijających, podczas których ogrywamy motywy, które pojawiły się podczas poprzedniej fazy. Gracze eksplorują je do woli, porzucają te, które są mniej interesujące, finalizują niektóre inne. W tej fazie powinny również pojawić się wątki przewodnie, tj. te, na których graczom najbardziej zależy.

W tej fazie powinniśmy już myśleć nad tym, które z owych wątków przewodnich najlepiej rokują do sfinalizowania ich w ostatnim etapie. Nie musimy zgadywać, czasem warto zapytać graczy co sądzą, na czym im najbardziej zależy, którego wątku finał chcieliby zobaczyć. Jako dodatkowe kryterium bierzemy pod uwagę też potencjalną efektowność finału danego wątku. W końcu sezon dobrze skończyć z przytupem. Ale to tylko kryterium dodatkowe. Może nam wyjść wielki i epicki finał, ale to w końcu piaskownica, może się okazać, że wszystko uda się zamknąć bez większych problemów (bo np. wyrzucimy 12 w rzucie na reakcję z nemezis bohaterów).

Płynnie przechodzimy tym samym do sesji kończących, podczas których zamykamy kilka wybranych wątków. Albo jeden, jeśli będzie to wystarczające. Oczywiście nie oznacza to, że przygotowujemy scenariusz, przez cały sezon mieliśmy dość materiału, żeby opracować jak świat zachowa się wobec planów graczy, teraz po prostu wprowadzamy to w życie. Et voila, koniec, napisy.

Bonusowe punkty dostaniemy za zakończenie cilffhangerem. Nie polecam tego jednak, jeśli nie planujemy wkrótce rozpocząć kolejnego sezonu - upływ czasu sprawi, że dawny cliffhanger przestanie ekscytować i straci swoją funkcję. Jeśli więc robimy przerwę wakacyjną - dobry pomysł. Jeśli zawieszamy kampanię na rok - już niekoniecznie.

I na tym koniec? Jeszcze trzeba się zastanowić z czym wejdziemy do następnego sezonu. Mamy okazję na ucięcie wątków prowadzących donikąd, czy tych, które gracze wyraźnie olali. Kojarzycie jak w serialach pomiędzy sezonami okazuje się, że jakaś postać wyjechała na drugi koniec świata? Tak właśnie robimy - ucinamy to, co się nie sprawdziło. Część wątków nieskończonych w poprzednim sezonie przejdzie dalej, szczególnie te, których nie da się definitywnie rozwiązać (w Lemurii to np. wojna żaboudzi z kainitami).

Jeszcze jedna uwaga, jeśli mamy dużą rotację w składzie (jak w Lemurii) to naturalnym okazuje się podział na znane z seriali w rolach głównych, w pozostałych rolach i guest starring. W Lemurii głównym bohaterem był bez wątpienia Izdubar, o czym zresztą wielokrotnie pisałem - ogrywaliśmy wątki wybrane przez niego, kampania od pewnego momentu kręciła się wokół perypetii świątyni Abakusa.

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to nic odkrywczego, bardziej niż o wynalezienie koła chodziło mi o usystematyzowanie własnych przemyśleń w temacie. Wkrótce uzupełnię czcze teoretyzowanie o próbę praktycznego zastosowania własnych rad. Podzielę się spostrzeżeniami, na razie jednak (jesteśmy po początku końca) jestem zadowolony z przyjętego modus operandi. Więcej wkrótce.

12 komentarzy:

  1. Czemu nie dane mi było przeczytać podobnego artykułu kilka lat temu?! :) Jak się pozaczyna milion wątków w kampanii, to nie sposób potem tego w żaden sposób domknąć. Bardzo pożyteczna notka, nawet jeśli by dla kogoś by to było oczywiste. Dla mnie np. oczywiste nie jest.
    Myślę, że z tym kończeniem kampanii/wątków jest generalnie jakiś problem. Widziałem to dziesiątki razy, nie tylko u siebie. Często prowadzący mają myślenie życzeniowe i na początku rozgrywki wyobrażają sobie, że będą to ciągnąć w nieskończoność. Ja sam na pewno mam z tym kłopot. Gram w erpegi dwadzieścia parę lat i nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek zakończył jakąś kampanię jak należy. Wszystkie się w którymś momencie urywały... Kiedyś będę się musiał tego nauczyć.

    Nie do końca podoba mi się tylko to określanie, kto jest głównym bohaterem kampanii i na kończeniu czyich wątków należy się skupić. Myślę, że etap spinania fabuły na koniec "sezonu" byłby dobrym momentem, żeby uwypuklić (np. jakimś twistem) wątki postaci pozostających do tej pory w tyle. W praktyce, na razie nie mam pomysłu jak takie coś mogłoby wyglądać. Zwłaszcza w sandboksie... Muszę o tym pomyśleć. ;) Dzięki za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa:)

      Z tym podziałem na bohaterów głównych i pomniejszych to nie jest postulat (jak powinno być), tylko opis rzeczywistości w Lemurii (jak jest). Zasadniczo, jeśli skład jest mniej więcej stały, to główną bohaterką powinna być drużyna jako całość.

      Z kończeniem kampanii zawsze miałem tak samo - na fali optymizmu zakładałem, że będziemy grać aż postacie wstąpią do panteonu. A potem okazywało się, że przerywaliśmy w połowie przygody, bo się ekipa rozjechała, albo zaczęliśmy tłuc w coś nowego. Teraz mam ambitny plan, żeby jednak jakoś systematyzować swoją grę.

      Usuń
    2. Niedługo prawdopodobnie zaczynam kampanię w nową ekipą w Edwarda. Spróbuję przetestować Twoje wskazówki w praktyce. Dam znać, co z tego wyszło.

      Usuń
    3. Czekam z niecierpliwością, powodzenia!

      Usuń
  2. Bardzo dobry artykuł! Myślę dokładnie tak samo. Taka struktura kampanii wydaje mi się optymalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się zgadzamy. Rozegrałeś jakąś kampanię w ten sposób - tzn. udało się do niej wrócić po przerwie?

      Usuń
    2. Nie wracałem do zakończonych kampanii. Za to właśnie w ostatniej sandboksowej kampanii (Nawiedzony Płaskowyż) miałem mniej więcej z góry założoną długość kampanii i z czasem obcinałem liczbę wątków, które wcześniej wprowadziłem (także z wydarzeń losowych). Skupiałem się na głównych mających wpływ na krainę i na tych dotyczących graczy.

      Usuń
    3. No właśnie chciałbym kiedyś w końcu przeprowadzić z sukcesem taką operację, że wracamy do przerwanej kampanii, a nie zostawiamy ją na śmietniku historii. Mam nadzieję, że z Lemurią się uda.

      Usuń
    4. Zastanawiam się, na ile miałoby to sens. Z tego co widziałem, osoby, które dzielą kampanię na sezony, prowadzą je jeden po drugim, bez długich przerw. Nie wiem, czy po długiej przerwie uda się wrócić do dawnych klimatów - na ile się pamięta własne postacie, NPCów, wątki. Czy nie lepiej zacząć coś nowego?

      Ciekawe zagadnienie. Chętnie bym się dowiedział, jak to komuś wyjdzie, ale sam raczej nie spróbuję. :)

      Usuń
    5. No właśnie ja kojarzę sezony z Encem, który (jeśli dobrze rozumiem) prowadzi/gra w te sezony naprzemiennie. Zobaczymy. Temu też służy obcinanie zbędnych wątków - żeby nie trzeba było sobie przypominać szczegółów do satysfakcjonującej gry.

      Usuń
  3. Chyba nie bardzo zrozumiałem ideę. U mnie to wyglądało tak, że gdy już pomału miałem dość kampanii, komunikowałem to graczom, przestałem losować nowe plotki / zdarzenia, dodawać nowe lokacje itd. - grali tym, co jest, na ogół pchając wątki, które wyodrębniły się w toku kampanii. Jest to do pewnego stopnia ręczne sterowanie sandboxem, ale dzięki temu udało mi się uzyskać dość satysfakcjonujące efekty "fabularne". To w końcu postacie są w centrum - jeśli mamy dość kampanii, a chcemy dalej rozwijać losy danych postaci, można ich przenieść do innej piaskownicy, tak jak Gurczen znalazł się w Karmazynowej Toni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ideą jest to, żeby zaplanować z góry, że po jakiejś ilości sesji zaczynamy temat wygaszać, a potem jedziemy od nowa w kolejnym sezonie, ale tej samej kampanii. Chodzi właśnie o to, żeby nie czekać na chwilę, kiedy mamy już dość kampanii, tylko wcześniej założyć, że ją w określonym momencie (czasowym, nie w konkretnym momencie tworzonej historii) przerwiemy.

      Usuń